piątek, 11 marca 2016

tatuaż

jak w tytule - przymierzam się po raz kolejny w moim życiu robić sobie mój pierwszy tatuaż. Wzięło mnie ponownie jakiś czas temu kiedy usłyszałam, że w kolejnym życiu będę pewnie owcą albo co najmniej kłębkiem jakiejś fajnej wełny (swoja droga chyba najlepszy komplement jaki w dotychczasowym życiu słyszałam). No i właśnie wtedy pomyślałam sobie że to jest to, że wełnę kocham już od lat wielu, nawet w czasach kiedy nie dziergam i chce motek na ręce. I zabrałam się za przeszukiwanie pinterestu. Poki co nie znalazłam czegoś co by chwyciło za serce ale nie ustaje w poszukiwaniach, wiem mniej więcej czego chce i pewnie kiedyś znajdę.  Wełniany tatuaż wygląda w każdym wieku dobrze  oto dowód.
A Wy jakie macie tatuaże? Pokażecie nawet jak nie są wełniane?

Tutaj link do mojej tatuażowej tablicy pinterestowej (niestety nie umiem wkleić tu tych zdjęć, tylko z tym jednym mi się udało, jakimś cudem)





niedziela, 22 listopada 2015

chwalipieta w kacie stala i tak wciaz opowiadala...

no ale jak tu sie nie chwalic? Jakis czas temu - calkiem niedawno - wypatrzylam na blogu amanity piekne torebki na dziergadla. Najpierw te w lisy i juz, juz mialam zamawiac ale cos mnie powstrzymalo i dobrze jak sie dzien pozniej okazalo bo nastepnego dnia pojawily sie szopy! No i juz nie bylo zmiluj i odkladania na pozniej. Zamowilam, Amanita uszyla specjalnie dla mnie i juz kilka dni pozniej trzymalam w rekach to cudo.


Na zdjeciu juz w uzyciu dlatego takie "napakowane"
no ale w srodku kryje sie hermit czyli calkiem spory kawal chusty.

torebka jest w rzeczywistosci 100 razy piekniejszca niz na moich zdjeciach, przyciaga spojrzenia w miejscach publicznych, wywoluje usmiech zadowolenia na twarzy za kazdym razem gdy spogladam do torby, pomiesci spokojnie calkiem duze robotki i w ogole jest super. A Amaniata ma zlota cierpliwosc do "trudnych" (czyt. niezdecydowanych)  klientow.



niedziela, 4 października 2015

Wspominalam juz ze mieszkam w nieciekawej okolicy, no wiec tak to mniejwiecej wyglada...

Ale optyka to nie wszystko... jako pragmatyczka lubie to miejce bo plusy przewazaja minusy przynajmniej najczesciej. Ostatnio mam faze na "poruszenie" mojego najblizszego otoczenia (stad np.  "moja" kawiarnia i inne projekty ktore dopiero sa "w trakcie"). Jakoze mam zamiar i plan w tym mieszkaniu zostac juz do konca wymyslilam sobie ze fajnie bedzie jak juz bede stara staruszka ktora nie opuszcza mieszkania (bo drugie pietro bez windy) wyjrzec z okna i moc podziwiac i wachac roze ktore posadzilam sobie bedac w kwiecie wieku. Kiedys opowiedzialam te wizje  mojej kolezance z pracy i jakis czas pozniej dostlam od niej az dwie roze. Mocno mnie to wzruszylo bo mimo ze razem pracowalysmy nie bylysmy sobie jakos szczegolnie bliskie. No ale nagle mialam te roze o ktorych do tatej pory marzylam i czasami opowiadalam. Wiec zainwestowalam w lopatke zeby wykopac dziury i w pocie czola zasadzilam je kolo latarni. Nasypalam prawdziewej ziemi, codziennie po pracy zbiegalam na dol z konewka i podlewalam, dogladlam i snulam wizje jak to bedzie i czy beda pachnace i... 


Po tygodniu ktos w bialy dzien ukradl mi jedna roze a nastepnego dnia druga... w glowie sie nie miesci bo w sumie jak kogos stac ma ogrod to chyba stac go tez na roze, tym bardziej ze mmozna sobie samemu sadzonki "wyprodukowac" (wiem od mojego taty)


Mialo byc tak pieknie a jednak rzeczywistosc skrzeczy. W przyszlym roku posieje maciejke i moze groszek pachnacy. A zlodziejowi moich roz zycze od serca zeby zima byla sroga.


Ps. czy ktos wie jak wstawic polskie znaki diakrytyczne do blogera?

środa, 30 września 2015

henry



Oto moj wymeczony Henry... przedstawiam go z duma i radoscia (ze wreszcie go skonczylam nim on mnie wykonczyl) 

Powstal  z wloczki Jilly Chili* od Chmurki. Zuzylam prawie 2 motki zostala mi tylko mala  siedmio gramowa kuleczka


tu widac kawalek lewej strony szala


a tu, ze mimo zamierzen i planow jednak nie udalo mi sie wydziergac szala idealnego... te nieszczesne brzegi zyja wlasnym zyciem


Dziergajac ten szal mialam chwile zwatpienia, tracilam cierpliwosc, prulam, poprawialam odkladalam i tak minelo osiem miesiecy... no ale szescset_ilestam oczek w rzedzie to nie byle co.
Podczas dziergania snulam plany dotyczace kolejnych projektow ale jak juz ten wyczekany moment nastal zupelnie nie wiem za co sie zabrac... Choc jestem zapalona czapkarka sama posiadam tylko jedna, poza tym koniecznie chce sobie wydziergac hermita i sweter na guziki i sweter "przez glowe"... a rece mam tylko dwie i do tego takie powolne




* kolory wyprodukowane przez blogera  (na moim monitorze) wygladaja niezupelnie rzeczywiscie

poniedziałek, 1 czerwca 2015

i już po

Zacznę od postępów drutowych - jestem już za półmetkiem i idzie mi coraz lepiej co nie przeszkadza mi co jakiś czas pruć i poprawiać wypatrzone błędy choć już nie tak często jak na początku... mam wielka nadzieje do zimy skończyć. Trochę mi "ciąży" ten szal bo nie pozwala mi zabrać się za nowe projekty na które włoczki i wzory już zakupione ale obawiam się, że jak go odłożę to na zawsze a szkoda takiej fajne wełny i szal w sumie tez piękny mi spod palców wychodzi.

Oto dowód:


* * *

A teraz o "mojej" kawiarni

Już ponad dwa tygodnie minęły od majowego restaurant day. I co? Udało się mimo problemów które wypłynęły kilka dni przed i które mocno mnie stresowały, do tego stopnia,
że poważnie się zastanawiałam czy tego nie odwołać.  Pewnie gdybym sama wszystko organizowała to "moja" wymarzona kawiarnia dalej byłaby tylko ta wymarzona ale miałam cudownych "wspomagaczy" i współorganizatorów no i nie mogło się nie udać!
Tydzień przed spotkaliśmy się żeby wyprodukować plakaty reklamowe,


 które później zostały porozwieszane na okolicznych latarniach


i ostemplować kubki - te dwie rzeczy były dla mnie bardzo ważne


Na plakatach informowaliśmy że w razie deszczu mamy suche miejsce dla naszej kawiarni (bo tak było umówione z zarządca domu) i nagle we wtorek niespodziewanie zniknął plakat z drzwi wejściowych... znak, ze "nasz" woźny poczuł się urażony, że to nie z nim ustalaliśmy co i jak,
  i... zostaliśmy z deszczowymi prognozami i jednak brakiem "suchej" alternatywy...
No i w końcu nastala sobota 16 maja.
Było szaro, buro, ponuro i chłodno na dodatek, ale i tak wystawiliśmy kram na róg ulicy i nagle okazało się, że właściwie nie do końca świadomie zbieram krzesła (mam już 10 sztuk, każde z innej parafii i prawie wszystkie znalezione na ulicy)







 tu na wietrze powiewa specjalnie na te okazje uszyta girlanda ze starych katalogów


a tu goście przemili których deszcz nie przegonił





 zdjęcie powyżej i cztery kolejne należą do  Patricka odpowiedzialnego za RD w Niemczech - specjalnie dla nas przyjechał z Berlina






Jak widać okolica z tych mało atrakcyjnych ale lubię ja i myślę, że ma potencjał i wiele "dziur rynkowych" na przykład brak jakiejkolwiek kawiarni wiec takie akcje są jak najbardziej pożądane - powiedziałam nieskromnie ja ;-)

niedziela, 12 kwietnia 2015

RD czyli pop upowa bezimmienna kawiarnia


W styczniu bylam na kursie dla domowych baristow* bo od jakiegos juz czasu
 

 marudze, przede wszystkim sama przed soba, na moja prace. Od roku snuje plany i wyobrazam sobie jakby to bylo miec wlasna kawiarnie z najlepsza kawa i najpiekniejsza welna w miescie... a rzeczywistosc skrzeczy bo w zyciu nie przepracowalam nawet godziny w zadnej kawiarni i wcale nie wiem jak to jest a na dodatek pieczenie ciast nie nalezy do moich ulubionych czynnosci...
Jakis czas temu natknelam sie gdzies w przestworzach internetu na idee restaurant day i od tego czasu przymierzam sie mentalnie do wziecia udzialu w tej akcji z moja jednodniowa kawiarnia ktora, przynajmniej w mojej glowie, jest calkiem realna i konkretna. Mysle, ze to tak naprawde zupelnie inna inszosc ale zeby sie przekonac czy serwowanie kawy i ciasta  jest tym co chcialabym w zyciu robic, jest ok.

Poki co jeszcze sie nie zameldowalam i czym blizej 16 maja tym bardziej sie waham czy to juz,  czy moze jeszcze dopracowac projekt i wziac udzial dopiero w lecie... 

Tak bardzo czesto napalam sie, planuje a jak przychodzi co do czego to mi sie zwyczajnie nie chce... A tak bardzo podziwiam ludzi ktorym sie chce - mimo wszystko. Chcialabym zeby w mojej, niekoniecznie ciekawej, okolicy podzialo sie cos fajnego co wywola byc moze usmiech i dobre emocje wiec czas sie za to wywolywanie zabrac. Z tego co widzialam na vimeo te akcje maja rozne rozmiary i wymiary - moja kawiarnia bedzie/bylaby mala: 3 krzesla, mala lawka no i stol (na ekspres, mlynek i 2 - 3 ciasta) ustawione na chodniku przed domem, nad glowymi jakies proste girlandy i byc moze kilka balonow.... Do odwaznych swiat nalezy!


środa, 25 lutego 2015

szalik

Szalik meski o ktorym myslalam, ze sie nigdy nie skonczy a mialam tylko 4 motki tweedu rowana (czyli nieduzo).


"Zamowienie" bylo na inny szal ale po kilku probach okazalo sie ze dalsze dzierganie z tej welny nie ma sensu bo zupelnie nie bylo zalozonego efektu. Dlatego wyszukalam na Ravelry szal z tej konkretnej wloczki i takie cos mi wyszlo. Wzor jest darmowy i bardzo prosty. Wyszlo mi 160 cm szala.


Teraz pracuje nad tym wlasciwym wzorem czyli tym i to jest dopiero wyzwanie. Welne "sprowadzilam" z Polski od Chmurki i wymyslilam sobie, ze chocby nie wiem co, to bedzie projekt idealny.


 Zaczynalam z siedem razy, przy szostym zarzekalam sie, ze wiecej nie bedzie i albo sie uda albo spale te walne (i wcale to nie welna byla winna). Do takiego stanu doprowadzilo mnie dzierganie o ktorym dotychczas myslalam, ze jest wyjatkowo odprezajace, prawie jak medytacja.


 Na szczesie kolejnego dnia troche mi przeszlo i po raz siodmy narzucilam 320 oczek by w pierwszym rzedzie zrobic z nich 640 i tym razem sie udalo. Mam juz tyle - czyli 1,5 powtorzen wzoru czyli 38 rzedow (wg opisu ma ich byc 144!). Jeden rzad prawy robie 30 minut lewy jeszcze dluzej bo ciagle musze sprawdzac czy na prawej stronie wszystko wyglada jak nalezy a i tak udalo mi sie dotychszas zrobic tylko jeden lewy rzad bez bledu. No ale jak ma byc idealnie to bedzie chocbym miala caly rok dziergac tylko ten szalik. Mam nadzieje, ze nie umre z nudow