poniedziałek, 1 czerwca 2009

czerwiec





Od dzisiaj jezdze rowerem... i dobrze skoro nie moge biegac (poki co) to wroce do roweru.


Na 15 umowilam sie z Ewa... niesamowita jest ta chec spotykania choc w gruncie rzeczy nie mamy sobie nic do powiedzenia, ostatni raz widzialysmy sie przed rokiem niemalze i bylo dretwo sztywno i milczaco... no nic to dam mam jeszcze jedna szanse.



Zadania na dzisiaj:kilka maili i co najwazniejsze zrobic - skonczyc dokumentacje mojego projektu i moze jesli starczy mi sil i czasu to jeszcze cos poczytac.


wrocilam, nawet umowilysmy sie na za tydzien, Ewa przyjedzie do mnie a ja pokaze jej miasto z mojej perspektywy


Zdarzylo sie tez cos niesamowitego, dziwnego nie wiem jak to okreslic otoz ubralam sie ekstrawagancko - jak na mnie (czarna sukienka, zielone getry - leginsy, zielone baleriny i zielona torba plus zielone kolczyki i zielono turkusowe okulary sloneczne) i w pewnym momencie, gdy bylysmy juz na Schildegasse podszedl do nas facet, tez ekstrawagancko ubrany (jeansowe spodenki i bialy t - shirt z wzorami - jakimis - w kolorze pink) i najpierw zapytal czy mowimy po niemiecku poczym dopytal "co bym powiedziala gdyby ktos zapytal mnie czy moze mnie sfotografowac bo jestem tak niespotykanie (selten) ubrana"... chwila zawahania i odpowiedzialam nie zamiast zapytac po co mu taki zdjecie... moze przegapilam zyciowa szanse by zaistniec na np. Kleider Köln http://www.kleiderkoeln.de/ . Cholera troche zla jestem, ze tak nie potrafie odpowiednio reagowac w odpowiednim momencie... Wlasnie sprawdzilam zaplecze rzeczonego bloga i na 90% ten czlowiek byl od nich... Nie zeby to bylo moja ambicja ale i tak szkoda. I. kiedys, w dawnych czasach zostawila mi karteczke z napisem: "kto przesypia okazje ten niczego nie osiagnie" - moze faktycznie cos w tym jest i moze to faktycznie jak ulal pasuje do mojego zycia...