środa, 3 lutego 2010

snilo mi sie...

jakies dziwne spotkanie klasy z podstawowki i osoby z ktorymi nie widzialam sie od prawie 20 lat, potem wplatala sie gdzies Monika mowiaca plannie po angielsku, ktora moja otwarta ze zdziwienia paszcze skomentowala tylko:"ostatecznie chodzi na angielski w poniedzialki i wtorki od 18 do 22" (oryginalnie tak powiedziala) na co ja ze "to w sumie 8 godzin w tygodniu" a ona "i widac efekty"....chwile po tym wychodze z jakiegos podziemnego pomieszczenia i pcham wozek z E. (taka okolo 2,5- 3 lata) i w tlumie wylapuje Dariusa tez pchajacego przed soba wozek z dzieckiem (chlopiec) wiec przepycham sie w jego kierunku by przejsc obok niby go nie zauwazajac ale tak blisko by on nie mogl mnie nie zauwazyc. co oczywiscie sie stalo: Co jeszcze dziwne to ze z owego pomieszczenia wychodzilam na kolanach (pchajac przed soba ten wozek, na sobie mialam zwykle stylonowe rajstopy i bezowa spodnice ktora jz z 10 lat wisi i tylko wisi)w mojej szafie) bo bylo tak stromo  i to chodzenie na kolanach bylo dla mnie jak najbardziej oczywiste, dopiero przechodzac kolo D. wstalam choc nie bez trudu.. Kawalek przeszlismy, przepychajac sie w tlumie, razem i nawet milo nam sie rozmawialo... i nagle zadzwonil budzik.Tym razem nie zwiedzalam pomieszczeni i a aula (sala wykladowa) w ktorej odbywalo sie spotkanie klasowe byla mi nieznana...
ciekawe jak zinterpretuje tem sen za jakis czas....

poniedziałek, 1 lutego 2010

pierwsza pomoc

tydzien po skonczeniu kursu pierwszej pomocy nie bylam w stanie pomoc BMH, ktora natarla sobie jakims olejkiem eterycznym skronie a chwile po tym niechcacy/przypadkowo wtarla go do oka. Pomoglam jej dojsc do lazienki, wyszukalam w apteczce pojemnik do plukania oka podstawilam krzeslo do umywalki i pelna poczucia dobrze spelnionego obowiazku zostawialam ja sama, a sama poszlam za potrzeba a potem do dalszej pracy... dobrze ze U. miala przy sobie masc do oczu i do niej poszla.... bo okazalo sie ze B. dostala szoku pourazowego.... caly piatek plulam sobie w brode ze zostawialm ja sama, ze nie przewidzialam ze.... a z drugiej strony jak odchodzialam BMH stwierdzila ze juz lepiej i ze zaraz tez przyjdzie... naiwna, latwowierna, niedoswiadczona. Dzieki niebiosom nic sie nie stalo a ja mam nauczke do konca zycia.
Dzis mam od wpol do szustej P. pod opieka bo jej rodziece poszli na jakis melatowy koncert i do teraz nie wrocili....martwie sie, juz mi rozniste wizje przed oczami przelecialy  - fatazje mam jednak mimo uplywu lat wybujala - mam nadzieje ze sie w koncu doczekam ich powrotu bo jak nie to nie wiem co zrobie, to bedzie problem mojego zycia, jak w tych wszystkich amerykanskich filmach w ktorych na skutek roznych okolicznosci przypadalo jedno badz wiecej dzieci jakiejs ciotce czy innej przyjaciolce (vide ja) i wywracalo im to zycie do gory nogami.....Blagam o litosc bo naprawde nie jestem na to gotowa ani teraz ani nigdy...

Ps. O 0 : 25 dzwonek do drzwi , jednak moja prosba zostala wysluchana, choc po tym co opowiadali okazalo sie ze moje wyobrazenia i wizje wcale nie byly takie dalekie od rzeczywistosci....tymbardziej dziekuje ze ewentualne konsekwencje zostaly mi oszczedzone!