sobota, 29 maja 2010

chyba 10

wczoraj przebiegłam moje pierwsze w tym sezonie 10 km i gdyby nie pozna pora (hiszpańskie party urodzinowe) mogłabym biec dalej...czułam się trochę jak Forest...  Za to dzisiaj oprócz szczęścia czuje tez moje  lekko obolałe uda.

poniedziałek, 24 maja 2010

życie nie jest ani lepsze ani gorsze od naszych marzeń....

...jest tylko inne... to moje samozwancze motto zyciowe, chwile po tym jak je znalazlam postanowilam napisac je sobie na scianie, niestety niedlugo zniknie, musi zniknac bo zachlapalam sobie sciane kawa....takie rzaczy zdarzaja sie chyba tylko mi... ot niewyrobilam zakretu....

ostatnio znowu trwam w melancholii.... lubię ten stan, myślę ze to jedyny właściwy (prawdziwy) dla mnie stan, rozkoszuje się tym, chwilami mam wrażenie ze balansuje na granicy... ale to takie ekscytujące...

Wczoraj wybrałam się miasta by zrobić zdjęcia moich ulubionych zakątków, zdjęć nie porobiłam wiele za to w przeciągu 10 minut i około 300 metrów zaczepiło (probowalo poderwac?) mnie 2 facetów: żul i podstarzały lowelas... strasznie niedobrze podziałało to na moje ego, a swoja droga przestraszyłam się sama siebie, jak bardzo wyszłam z wpraw, jak bardzo nie potrafię "ot tak" rozmawiać z ludźmi i z jaka prędkością ucieka.Ciekawe jakbym zareagowała gdyby to był człowiek o interesującej mnie powierzchowności.... niestety nie dane było mi tego doświadczyć;)



zdjecie zrobione przez F. ale moim aparatem;)
W sobotę wypróbowałam moje nowe buty wędrówkowe i okazały się świetne, wygodne mimo 26 stopni nie było w nich gorąco, mimo ze wydaja się ciężkie nie czułam tego ani w trakcie ani po... teraz jeszcze tylko popracowac nad kondycja i juz moge pójść w góry. A propos kondycji biegam już w miarę regularnie bo co 2 dzień (wg Google 6 km) 35 minut i póki co nie daje rady więcej, bieg sam w sobie jest prawie zawsze walka z sama sobą ale wierze ze to uczucie uwolnienia które znam sprzed 2 lat przyjdzie, to jest kwestia czasu ;)

wtorek, 18 maja 2010

...

idę biegać a potem zrobię ze 160 brzuszków i równie tyle pompek....dzisiaj zapytano mnie czy jestem w ciąży....

czwartek, 13 maja 2010

nie dzieje sie nic....

faktycznie nie dzieje sie nic.... w moim zyciu. U innych i owszem wczoraj I. dostala prace i rowniez wczoraj zmarla mama BMH... ot życie

Byłam wczoraj w Ikea i znalazłam idealny moim zdaniem materiał na zasłony i w związku z tym powstała nowa koncepcja mojego pokoju, wymyśliłam ze pomaluje meble kuchenne na czarno reszta będzie po prostu biała i tylko rzeczy ruchome będą kolorowe....muszę się z ta koncepcja kilka nocy przespać, zaoszczędzić trochę na niezbędne wydatki i.... będę miała mieszkanie jak nowe.

dzisiaj mam dzień domowy zupełnie bez wyrzutów sumienia bo pogoda taka ze... włączyłam ogrzewanie, komputer i jak usiadłam tak siedzę. Chciałam  (w sensie jeszcze wczoraj a nawet dzisiaj rano) zabrać się za zaległa buchalterie domowa ale mi się odechciało a szkoda bo w związku z tym nie mogę zabrać się za coś innego (bo stół zawalony rachunkami, pismami, wyciągami etc.) np za szycie, wczoraj kupiłam materiały na torbe letnia, od ponad roku leży mi materiał na spódnice... oj dawno już nie byłam taka rozmemłana jak ostatnio...

sobota, 8 maja 2010

i juz po...

wróciliśmy, wczoraj kilka godzin wcześniej niż planowaliśmy bo niestety pogoda popsuła mam plany. W środę było słonecznie a popołudniu nawet przyjemnie za to czwartek był straszliwie zimny i deszczowy, lalo cały dzień, deszcz z gatunku tych "grubych" wiec ani wyjść na spacer bo nawet przeciwdeszczowe spodnie kurtki gumowce nie dawały rady albo raczej dawały ale tylko na chwile a ze dzieci małe  wiec więcej czasu zajmowało zakladanie i zdejmowanie niż spacer właściwy. Bylo fajnie choć nie tak jak w 2007 i ciesze się ze już jest po. Wczoraj jak wróciłam do domu poszłam prosto pod prysznic, potem chwila przed komputerem, bo chcialm zrzucić zdjęcia, i o 5 byłam już w łóżku. Obudziłam się o 3 rano, za wcześnie by wstawać wiec leżałam aż znowu zasnęłam kolo 4 i ostatecznie obudziłam się o 9.30.... nie sądziłam ze jeszcze potrafię tak długo spać




poniedziałek, 3 maja 2010

zdjecia majowe

postanowilam zorganizowac sobie swoja mala, prywatn wersje tej akcji. Zatem zdjecie z dzisiaj: kawa lazienkowa o 6.35

niedziela, 2 maja 2010

pokonalam lenia

i poszłam biegać - co prawda nie mieszczę się w moim planie biegowym (jeden bieg w plecy) ale to póki co się nie liczy, strasznie trudno mi w tym roku "wyrobić sobie nawyk" biegania ale nie poddam się tak łatwo.  Bieg (choć możne stosowniej byłoby te formę ruchu nazwać truchtem) był ciężki i piękny zarazem. Przewietrzyłam głowę i myśli, nawąchałam się zapachów wszelakich, nacieszyłam oczy widokami dawno nie widzianymi  - światło było niesamowite - uwielbiam gdy świat tak właśnie wygląda. No i zmokłam tak porządnie ale za to jak wbiegłam do lasku to  - miałam wrażenie - jakby krople uderzające o liście biły mi brawo, nawet jeśli tak nie było to ja przyjmuje ze tak właśnie było... to była moja porcja marchewki na dzisiaj.

02.05

kiepska dzisiaj pogoda wiec bez (no z mniejszymi niż powinnam) wyrzutów sumienia siedzę przed komputerem, zaglądam sprawdzam, czytam, oglądam i ciągle myślę (choć nie chce) o tym co się stało w czwartek. Jakos nie mogę uwierzyć ze to koniec, tak po prostu, bez ostrzeżenia... a życie toczy się dalej. Myślę sobie ze nic nie dzieje się bez sensu i to nieporozumienie tez ma swój ukryty i niezrozumiały, dla mnie w tym momencie, sens. Ciąży mi ze nie mam nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać. Bola słowa które usłyszałam, zaszokowana jestem tym jak odbiera mnie moja siostra....smutno, przykro mi....