środa, 30 czerwca 2010

no i sie znalazlo;)

Na dowód ze wszystko działa - zdjęcie własnoręcznie wyprodukowanej lalki.
Powstała jakieś 2 lata temu, a ja już nie pamiętam jak się nazywa za to dokładnie pamiętam obrazy ze stanu prawie hipnotycznego w jaki wprowadziła nas prowadząca kurs. Czyżby dlatego, ze pojawiła się w nich wiedźma która ponoć symbolizuje matkę a ja z moja mama mam trudno (choć ja jej tez nie ułatwiam życia)? W ubiegłym tygodniu z moimi pracowymi dziećmi zabrałam się za tworzenie takich właśnie lalek. Oni nie mieli gotowych przykładów, powiedziawszy im tylko, ze to będzie ich osobista, indywidualna i jedyna w swoim rodzaju...a oni lepili i tak powstała lalka bez ust bo ma dużo tajemnic, początkowo nie miała tez uszu ale na zakończenie, niemalże od nie chcenia dolepił jej maleńkie uszka na wypadek gdyby chciał jej coś w przyszłości opowiedzieć, inna lalka ma żółte oczy, słoniowy ogon i 3 nosy (na czole na brodzie i w miejscu nosa właściwego), mnie najbardziej podoba się brzydka ale tradycyjna (wszystkie elementy występują, na dodatek na swoim miejscu) głowa lalki Felixa. Poniżej głowy lalek 2 dziewczynek z mojej grupy. Mimo ze nie są to lalki ulepione niejako z biegu bez specjalnego przygotowania i bez jakiejkolwiek pre wiedzy wydaje mi się ze można będzie na ich podstawie powiedzieć coś o nich samych jako Stworczyniach. Ja w byłam bardzo zaskoczona tym co usłyszałam na temat mojej od osób niemalże mi obcych, prawie wszystko się zgadzało (moje wyobrażenia, marzenia, częściowo tajemnice....) dziś już  nie pamiętam szczegółów ale wtedy wbiło mnie w krzesło bo tyle o sobie usłyszałam o sobie za pośrednictwem/dzięki tej lalce. Nigdy jednak nie miałam do niej nabożnego stosunku (jak np niektóre moje, teraz już, koleżanki które robiły ze mną ten kurs), długie miesiące przeleżała w kacie szafy by teraz przy okazji przedszkolnego projektu z niej wydziezgnac.

Lalka C.lat 5



                                                                         Lalka M. lat 4













niedziela, 27 czerwca 2010

kiepsko mi się biega ostatnio, opuszczam biegi, a jeśli już się wybiorę to tempo mam chodzone vide dzisiaj 5 km w 50 minut, co chwila myślałam o tym żeby się zatrzymać i przespacerować się do domu... czyżby mój organizm tak długo się regenerował po tym jak dałam mu w kość w ubiegłym tygodniu, a możne to upały a możne za mało wody pije, a może, a może... Mam nadzieje, chciałabym żeby mi wróciła radość z biegania. To jest moje życzenie do Universum! Duzo miejsca w moim życiu zajmuje ostatnio bieganie/niebieganie/szybkiebieganie/wolnebieganie.... czyżby jakaś chwilowo nierozpoznana forma przeniesienia?!

Kupiłam dzisiaj wykrój na spódnice i nawet zaczęłam szyć ale mimo, ze wg opisu wykrój jest również dla nieobytych z maszyna, miałam kilka trudności ergo poszłam biegać (i znowu) ale jutro myślę skończę bo już - wydaje mi się - niewiele mi zostało.

no i już z jutra zrobiło się dzisiaj a za chwile będzie wczoraj. Nie skończyłam spódnicy bo szkoda było mi dnia przed maszyna i poszłam z I. i E. na piknik. Myślałam ze załączę jakieś zdjęcia ale niestety nowa niby łatwiejsza forma blogera mnie przerosła nie potrafię dołączać zdjęć, nie potrafię zgrabnie podlinkować... nie podobają mi się te nowości.
Jeśli zagląda tu ktoś kto mógłby mi pomoc byłabym wdzięczna zobowiązana:) Blogerowe instrukcje i omówienie nowego edytora czytałam wielokrotnie i wydaje się być w trakcie czytania jasne ale w praktyce przerasta mnie to... niestety


A może to tylko u mnie zniknęły ikonki: "zdjęcie" i "link", a może to tylko chwilowa "niedyspozycja" blogera kurcze cokolwiek to jest nie daje mi to spokoju a przecież to tylko blog - notatnik, ot by nie zapomnieć

niedziela, 20 czerwca 2010

381

to mój nr startowy z pierwszego ( i jak sobie obiecałam w trakcie) ostatniego biegu "zorganizowanego". ja zdecydowanie nalezę do biegaczy którzy biegają dla przyjemności i tylko tyle ile w danym momencie jest możliwe a taki bieg zorganizowany "wymaga" by przebiec tyle ile trzeba. Kolejne spełnione marzenie i choć w trakcie myślałam ze zejdę z trasy, przejdę się albo nawet dojdę spacerkiem do mety to udało mi się skończyć w czasie 58/59* minut (wg mojego nie bardzo precyzyjnego zegarka). Oczywiście byłam dumna z siebie bo moje dotychczasowe czasy były o średnio 7 minut dłuższe. I byłam przekonana ze należę do tych wolnych biegaczy i tak tez ustawiłam się na starcie ale prawie od samego początku wyprzedzałam, początkowo bo było mi za wolno i za ludno a potem już nie wiem czemu bo w trakcie jak przez głowę przelewały się myśli o tym by przystanąć wyprzedzałam kolejne biegaczki (możliwe ze im tez nie za dobrze szlo i zwalniały?)
Wczoraj z U i W wybrałam się na wędrówkę po górach i nie wiem jakim cudem dałam rade (bo zazwyczaj następnego dnia po 10 km byłam do popołudnia nie do życia). Ale znowu dałam rade chyba jestem mocniejsza niż mi się wydaje, za to dzisiaj....dzień piżamowy, przeleżałam i przespałam cały dzień, dobrze ze na dworze było tylko 13 stopni ergo nie trapiły mnie wyrzuty sumienia.

Od jutra już tylko 4 tygodnie do wakacji!


Errata ;)  58,51 min - sprawdziłam na oficjalnej liście

wtorek, 15 czerwca 2010

Luisa

urodzila sie wczoraj o 14.52 a dzisiaj juz ja widzialam