niedziela, 25 lipca 2010

Valeska

Właśnie uszyłam sobie spodnice, druga w moim życiu. Pierwsza wyszła za szeroka, ta nieco przyciasna (trudno przechodzi w najszerszym miejscu), prawdopodobnie dałoby się to naprawić ale nie chce mi się pruć, wiec póki co zostanie tak jak jest. Wykonanie nie porywa niestety, ale do pracy (czyli do siedzenie w piaskownicy) się nada. Pierwsza nadaje się do noszenia tylko i wyłącznie po domu (głownie przez nietrafiony rozmiar i zbyt obfite - poszerzające marszczenia) a w tej myślę, ze można już z domu wyjść. Pewnie powstanie jeszcze jedna i jeszcze jedna aż dojdę do wprawy i będę umiała uszyć sobie "zimowa" (czyt. do kozaków) spódnice. Zdjecie mojej Valeski zamieszczę jak się wyspie.

Zrobiłam sobie zdjęcia, co prawda niekoniecznie widać krawieckie szczegóły i detale ale w tym wypadku to naprawdę "lepiej" tak.



sobota, 24 lipca 2010

moja nowa torba

przypomina trochę worek na kartofle, ale poza tym jest prawie taka jak sobie wymyśliłam i co najważniejsze metoda prób i błędów doszłam do tego jak wszyć wpuszczana kieszonkę z zamkiem i z tego jestem najbardziej dumna choć ta pierwsza jest... no właśnie pierwsza a zatem nie doskonała.
Jako ozdoba jedyna i wystarczająca kwiatki według Doroty.
Wypróbowałam te torbę dzisiaj i okazała się być poręczną wygodną, no i moim zdaniem jest piękna.... czego chcieć więcej;) Acha pasek udał mi się jak nie wiem co, bo można te torbę nosić albo na ramieniu albo "na listonosza" a taka dowolność bardzo lubię. W środku oprócz wspomnianej kieszonki na zamek (bardzo pojemnej) jest jeszcze pasek na klucze tez przydatny. Torba duza pomieści wiele a ważne rzeczy  i tak sa pod ręką

Kopiłam sobie dzisiaj statyw i.... pierwszy sezon Grey`s Anatomy nie wiem dlaczego był taki tani w porównaniu do następnych ale co tam niedługo gwiazdka będę mogla sobie coś życzyć;)

piątek, 23 lipca 2010

...tylko 20 minut

zrobiłam ze 3 - 3,5 km i musiałam się poddać i resztę drogi przekuśtykać. Przede wszystkim nie dałam rady kondycyjnie ale przez resztę drogi gorączkowo szukałam/wymyślałam powody dla których nie biegnę tylko kuśtykam właśnie i wymyśliłam/skonstatowałam: bolało mnie biodro, bolały mnie nogi, pic mi się chciało i uświadomiłam sobie ze dzisiaj prawie nie jadłam, (prawie bo tylko chleb tostowy z masłem orzechowym, serem i cebula, 2 ptasie mleczka i 2 Michałki a to wszystko zalane hektolitrami kawy....) oj muszę się za siebie zabrać i przywrócić moje życie na właściwe tory...

czwartek, 22 lipca 2010

bolerko z kwiatkiem



Tak wygląda bolerko moje pierwsze w życiu (inspirowane bolerkami fasOli), nie wiem dlaczego zrobiłam dziurki na guziki (ktorych chwilowo jeszcze brak) tak dziwacznie, ze bez sensu byłoby wykańczanie ściągaczem ergo żeby się nie podwijało/rolowało obrzuciłam brzegi szydełkiem co niewiele dało jak widać. Mam nadzieje ze po praniu i odpowiednim ułożeniu (nie sadze żeby I. blokowała) będzie dobrze a ja mam nauczkę na zaś. Kwiatek wzorowany na kwiatku Doroty ale tylko wzorowany bo w trakcie okazało się ze coś pomerdałam i nie zgadzała mi się ilość oczek i z prawej strony tez nie wyglądał zbyt dobrze i dziura w środku nie do ściągnięcia.... no ale przyszyłam guzik i wydaje mi się ze jest dobrze choć I. twierdzi ze żółty i fioletowy to najgorsze połączenie kolorystyczne jej zdaniem, i guzik zniknie.


Szyłam dzisiaj letnia torbę dla siebie ale połamałam 2 igły i musiałam pożyczyć maszynę do szycia od I. bo igły jakie posiadam na stanie nie pasują do mojego historycznego Singera. Teraz idę pobiegać a potem zasiadam do mojej torby i mam nadzieje ja dzisiaj skończyć.

środa, 21 lipca 2010


przekazałam dzisiaj umiejętności dalej ;)  E.(lat 5, leworęczna) nauczyła się drutować póki co tylko oczka lewe i na dodatek w wersji angielskiej czy tam amerykańskiej ale i tak pękam z dumy, moja siostrzenica!


A teraz zasiadam z bolerkiem dla niej przed telewizorem... bo dają Grace Anatomy :)

wtorek, 20 lipca 2010

40 minut

tyle zajęło mi przebiegniecie/przetruchtanie 6 km w 30 stopniach z mucha w oku, kluciem w boku, bólem w biodrze i po zdaje się 2 tygodniowej przerwie czyli chyba nie źle.

szczęscie?!

w niedziele w drodze na piknik ptak, niespodziewanie, narobił mi na spodnie a już wczoraj szukając książki "do opalania" znalazłam we własnym regale 5 euro, książki nie znalazłam. Fajnie czasami (choć mogłoby być częściej ;)) we własnym domu znaleźć pieniądze; nie wiem jak to się dzieje - bo w sumie mam super pamięć do pierdołów -  ale co jakiś czas jestem zaskoczona gdy np wysuwam z szafki skrzynkę z kasetami a na podłogę spada 50, albo przy porządkach w szafie albo pomiędzy książkami.... Lubię, bardzo lubię :)

A propos opalania byłam wczoraj około 15 na mojej lace do biegania z kocykiem, inna książka i zamiarem opalania się i początkowo byłam pewna ze coś mi na głowę padło żeby się o tej godzinie wystawiać na słońce bo laka była puściutka - no prawie. Gdzieniegdzie czyli w 2 innych miejscach w trawie leżały 2 ciała w (prażącym słońcu nie do zidentyfikowania) ergo rozwinęłam kocyk w odległości zapewniającej mi spokój, ułożyłam się na nim i.... przystąpiłam do obserwacji bo nagle okazało się ze nie tylko 2 ciała leżą w trawie ale tez cale mnóstwo starszych  brzuchatych i wysportowanych jegomościów przechadza się ścieżkami tam i spowrotem i w ten sposób opala swoje stare ciała (brzmi okropnie ale prawdziwie). Od czasu do czasu niebezpiecznie blisko mojego koca przemieszczał się chyba młody facet cały w czerni (100%poliester czy coś w tym stylu spodnie od Adidasa plus sweter (sic!) czarny z długim rękawem plus czarne pełne buty plus czarna czapka z daszkiem) i on właśnie odbiegał od "normy" nie tylko wiekiem i strojem ale tez tym ze przemierzał te laki w sposób niesystemowy i po trawie - jak jakiś woźny. Miałam się na baczności jak był w "mojej" okolicy. Poza tym byłam zmuszona skonstatować ze "cienka Tola" ze mnie bo już od niemalże 2 tygodni nie biegam bo tak graco ze się nie da a około 15.30 zauważyłam pierwszych biegaczy i ich liczba jak również tempo ich biegu rosło wprost proporcjonalnie do upływającego czasu. Musze przemyśleć moje niebieganie i wzbudzić w sobie tęsknotę za bieganiem (kurcze kto to tak określił?) a potem pozwolić się jej rozwinąć;).  Opuściłam moje stanowisko do opalania o 17 i pojechałam do I. i już u niej stwierdziłam ze moje uda są dziwnie cieple i pieką :(  czyli dzisiaj już nie będę się opalać. No nic to zacznę realizować mój główny plan wakacyjny czyli "Turysta we własnym mieście". A tymczasem podłubię jeszcze trochę bolerko dla E. bo obiecałam jej ze je dzisiaj  skończę.

czwartek, 15 lipca 2010

toreba zakupowa

Uszyłam ostatnio torbę - to juz druga wg tego wzoru. Pierwsza miała być prezentem urodzinowym a skończyła jako moja ulubiona, bardzo pojemna torba zakupowa. Ta tez jest pomyślana jako Torba na zakupy, ma dwie kieszonki i "smycz na klucze" a poskładana nie zajmuje dużo miejsca i myślę ze można nosić ja albo na czarno, albo na kolorowo. Uszyłam ja na prezent - niespodziewajke i już jutro poleci do Wrocławia. Mam nadzieje ze się spodoba.

Jutro ostatni dzień do przedszkola a potem 3 tygodnie wakacji.... mam nadzieje nie zmarnować tego czasu.

Ps. żeby nie zapomnieć: muszę sobie koniecznie o(za)pisac ostatnie samo odkrycia

sobota, 3 lipca 2010

goraco


tyle wskazywał dzisiaj termometr 51,8 co prawda w słońcu ale i tak myślę ze imponująco, Miałam nocy okno otwarte  na oścież i kolo już 7.30 zaczęło palić mnie w ramie. Teraz już tylko 25,8 stopnie i Słońca brak bo w trakcie meczu (Niemcy Argentyna) przeszła burza (z piorunami ale bez grzmotów) dzięki czemu jest znowu przyjemnie ciepło. A propos meczu Niemcy wygrali 4 do 0.... co tu się działo! Nawet mój sąsiad "pan od muzyki" w Akademii tupał z radości w mój sufit. Ja mam mecze gdzieś, byłam dzisiaj w Ikea niby po materiały a wyszłam z piwniczna polka, która przedefiniowałam na "półkę na buty w użyciu". Właśnie zrobiłam sobie przerwę w skręcaniu - zauważalnym ze przeobrażam się, ostatnio, w mistrzynie "dygresji czynu". Kiepskie słowo i na dodatek jeszcze (po tylu latach )się kojarzy ale chwilowo nie mogę/nie umiem inaczej nazwać tego procederu. Najgorsze ze jeszcze kilka lat temu straszliwie wkurzało mnie to u mojej mamy a teraz sama tak mam :(

Ps. U Sanki takie urocze muchy do dostania