sobota, 28 sierpnia 2010

gemütlich

nie znajduje polskiego odpowiednika, słowa które zawierałoby to wszystko co zawiera się w tym niemieckim  a taki właśnie jest mój weekend. Najpierw spalam do wpół do dziesiątej (znowu sen miałam z gatunku tych znaczących/niezapomnianych), potem pojechałam na pchli targ bo ze 3 tygodnie temu widziałam tam paterę którą bardzo chce mieć a której wtedy nie kupiłam bo zajrzałam na targ przejazdem, byłam rowerem i bałam się  mi się w sakwach potłucze a teraz nie mogę odżałować ze jej nie kupiłam. Oczywiście naiwnością było sądzić ze pan z paterą (o ile już nie znalazła nowego domu) będą na mnie czekali, bo oczywiście ani pana ani patery nie było za to nie przeszłam obojętnie obok.... o bogowie jak to się fachowo nazywa?!..."talerza na tort, na nóżce" i staromodnego kielicha który skojarzył mi się z lampa która wieki temu wisiała w moim rodzinnym domu, w  pokoju zwanym "dom".


Puki co nie wiem do czego ten kielich bedzie służył bo moze byc bombonierka, wieszakiem na kolczyki, pojemnikiem na biżuterię, oslonka na jakas fajna rosline doniczkowa albo poprostu ze świeczka w srodku  ozdoba stołu... pewnie będzie we wszystkich tych funkcjach miał swoje 5 minut.


Od 3 tygodni jest u nas mama i jest jak zwykle, niefajnie, napięcie i obraźliwie - płaczliwie.  Zupełnie nie wiem jak się za te relacje zabrać, co zrobić by ja uzdrowić, nie musi być cudnie jak w filmach, wystarczy jeśli będzie normalnie. Rozmowy nic nie wnoszą, mama od razu atakuje względnie płaczem wywołuje wyrzuty sumienia. Kurcze, dlaczego to musi być takie trudne? czasami zastanawiam się czy ja naprawdę jestem córka swojej mamy ale zazwyczaj za chwile reaguje podobnie do niej i już nie mam wątpliwości, zwłaszcza jeśli moja reakcja jest z gatunku tych nieakceptowalnych u mamy. Nie wiem czy to jakieś fatum, obciążenie czy jeszcze coś innego ale moja babcia nie powiedziała dobrego słowa o swojej matce, moja matka o swojej matce (mojej najulubieńszej i najukochańszej babci) a ja? Chwilowo tez nie mogę sobie przypomnieć szczęśliwych dobrach chwil z mama. O ironio dokąd mieszkałam w domu byłam przekonana ze z moja rodzina jest wszystko w porządku i mam wrażenie że im dłużej tam nie mieszkam tym gorzej dla mnie i moich wspomnień. Mając 10 lat pojechałam po raz pierwszy na obóz 7 dniowy do Warszawy, wszystkie dzieci z mojej grupy po 2-3 dniach zaczynały tęsknić (niezależnie z jakich domów pochodziły) a ja nie i tak mi już zostało, odkąd wyprowadziłam się z domu nigdy, przenigdy nie tęskniłam. Czasami nawet próbuję sobie wyobrazić jak to będzie gdy mamy już nie będzie.... ale ta ("samozwańcza") forma terapii nie działa.
W ubiegły weekend mama była u mnie bo postanowiłam zadbać o dobre wspomnienia z moja mama i... było ciężko ("atmosferycznie") ale poprawnie.

Nie wiem, nic nie wiem.... takie to wszystko schizofreniczne....

niedziela, 22 sierpnia 2010

podsumowanie

Niedziela 8 sierpnia

Ostatnie godziny moich wakacji, będą takie jak cale moje wakacje czyli nie takie jak bym naprawdę chciała, cóż jakkolwiek to dla mnie trudne muszę się dostosować. Czas to chyba najcenniejsze co mam i lubię go spędzać po swojemu, nawet jeśli nie jest to najkonstruktywniejsza forma jaka znam czy potrafię sobie wyobrazić.
Chciałam w te wakacje przywrócić moje życie do porządku, wtłoczyć je w ramy z moich wyobrażeń ale niestety nie udało się przespałam polowe mojego wolnego czasu - dosłownie bo budziłam się codziennie kolo 12 a z pozostałym mi czasem tez niewiele sensownego udało mi się zrobić.

Zaczęłam znowu czytać kiepsko póki co mi idzie bo w dalszym ciągu dużo za dużo czasu spędzam w internecie ale staram się wyrobić sobie nawyk czytania.

Spotkałam się z E. i było naprawdę fajnie, pogadałyśmy, pośmiałyśmy się i umówiłyśmy się na następny raz już za miesiąc i trochę.  W trakcie tego spotkania zdążyło się coś co znowu mnie trochę z torów wyrzuciło otóż w pewnym momencie podszedł do mnie - tu i w tym sensie bez pejoratywnych konotacji - karzeł (który siedział przy stoliku obok i coś czytał) z pytaniem skąd jestem, co robię i takie tam i  że zauważył, że jestem jakaś tam (nie pamiętam co dokładnie powiedział ale to i tak nie ważne) zdziwiłam się bo siedział do nas "pół tyłem" ergo jak mógł mnie zauważyć a po drugie dlaczego zaczepiają mnie tylko nietypowi mężczyźni? Czyżby czas typowych już dla mnie przeminął? Jakiś czas temu natknęłam się gdzieś w sieci bodajże na wyniki badan kogoś tam i z nich właśnie wynikało, że mężczyźni zwracają większą uwagę na wygląd twarzy niż na figurę... zatem z moją twarzą nie mam szans. A swoja droga to spotkanie dało mi do myślenia,  obudziło uśpiony dysonans poznawczy bo teoretycznie nie ma dla mnie znaczenia jak ktoś (TEN ktoś) wygląda ale praktycznie nie wiem czy potrafiłabym być/związać się z kimś niepełnosprawnym, czy tez w jakikolwiek sposób innym od przyjętych standardów. Nie mam żadnych wyobrażeń co do ewentualnego/potencjalnego wyglądu a jednak pewne wersje "zewnetrznosci" odpadają tak bardzo że nawet nie ma szans na pokazanie "wewnetrznosci".  Smutna to prawda ale chyba prawda... szkoda.

piątek, 20 sierpnia 2010

 kilka dni temu przeglądając repertuar okolicznych kin natknęłam się na "Mademoiselle Chambon"





W czwartek w ramach programu "pokochaj samego siebie to możne być początek romansu na cale życie" poszłam sobie na randkę do kina. Dawno nie widziałam filmu od którego wszystko w środku boli,filmu tak oszczędnego w formie, tak cichego, skromnego, z takimi drobiażdżkami, detalami, tak dobrze zagranego... Rzadko bywam w kinie ostatnimi czasy stad może mój zachwyt tym filmem a może on porostu jest wyjątkowy, wybitny?

niedziela, 15 sierpnia 2010

... by nie zapomniec

dzisiaj po bardzo długiej przerwie byłam znowu biegać i byłoby cudnie gdyby nie... kostka i tradycyjnie już biodro. Jutro muszę koniecznie zadzwonić do ortopedy bo powoli mnie to niepokoi.