poniedziałek, 29 listopada 2010

47 tydzien

Widziałam: kilka interesujących zapowiedzi filmowych
Słuchałam: ciszy 

Czytałam: nic ciekawego niestety

Zrobiłam: udrutowałam kawałek czapki po czym sprułam ów kawałek, piekłam ciasteczka, chorowałam, pracowałam, dużo spałam

Zjadłam: nic specjalnego nie mogę sobie przypomnieć

Wypiłam: hektolitry herbaty 
Ucieszyłam się: brak uciech w tym tygodniu, niestety
Zdenerwowałam się: oj denerwowałam się wielokrotnie i intensywnie

Uśmiałam się: w pracy (dzieci)

Myślałam: dużo i co z tego
Zapanowałam: ----------
Klikałam: znowu blogi różniste
Kupiłam:  2 mega czerwone lakiery do paznokci (naturalnie 2 różniące się odcienie)




                                                               




jeszcze do jutra mozna zapisac sie w kolejce u Jaszmurki


niedziela, 28 listopada 2010

no i wylalo sie

długo zastanawiałam się jak to powiedzieć by nie urazić i przede wszystkim być zrozumiana.  Oczywiście gdzieś tam świtała mi myśl ze jak okoliczności nie będą sprzyjające i sprawa wyjdzie na jaw będzie niedobrze, albo i jeszcze gorzej...łudziłam się ze mam trochę czasu ze zdążę się mentalnie, merytorycznie i werbalnie (zazwyczaj brakuje mnie a mi slow w takich sytuacjach). Mam mętlik w głowie bo walczą argumenty wodnika i starej panny z argumentami cioci i siostry. Z jednej strony czuje ze zaciska mi  się pętla na szyi, ze nie mam czasu na życie o przyjemnościach nie wypominając.  Wychodzę z domu o 7 rano po pracy szybko do przedszkola odebrać E. i być z nią do 19 czasami 20 aż D. wróci z pracy, ze jak wracam po 20 do domu to chce tylko pod prysznic i do łózka po 12 - 13 godzinach z dziećmi, albo inna wersja wydarzeń po pracy szybko do domu  prysznic kanapki na następny dzień i usiądę na moment i już muszę jechać do B. bo wole u nich spać niż wstawać o 5 gdy mogę 2 godziny dłużej. I tak prawie codziennie, zazwyczaj w czwartek dowiaduje się jak będę "zaangażowana" w następnym tygodniu  a po drodze okazuje się jeszcze ze w ten dzień który miałam mieć dla siebie I musi pracować i nici z "wolnego". Z drugiej strony (argumenty cioci i pedagoga) szkoda mi E. żeby ja podrzucać komu popadnie byleby tylko "jakoś to szlo", ona biedna już teraz taty nie widzi jak tydzień długi, mamę tylko w niektóre dni i tylko w drodze do przedszkola.... ona ma tylko 5 lat, trudno mi zgodzić/pogodzić się z wersja przeczekania /przechowywania u kogoś aż D wróci z pracy (za późno dla takiego dziecka). Z trzeciej strony moja siostra która tak długo tyle lat szukała pracy i nareszcie ja dostała ( nie jest to praca marzeń ale zawsze praca) i tu zaczynają się schody, D w lecie awansował ( i nie może teraz już wrócić na stare stanowisko firma sporo w niego zainwestowała) ergo nie ma go po całych dniach, zatem problem ma I. no i ja bo z jednej strony chciałabym jej, im pomoc a z drugiej strony co powyżej i jeszcze żeby I mogla pracować cala rodzina musi być w gotowości (tata już wynudził się tu ze 3 i pól miesiąca a i mama tez kilka tygodni)? Nie wiem dlaczego nie poszukają sobie kogoś dla kogo będzie to praca, kilka godzin dziennie, za jakieś dla obu stron rozsądne pieniądze? Kurcze już nic nie wiem... brzuch mnie z nerwów boli już od wczoraj a za chwile znowu muszę tam pojechać....
Dla mnie argumentem przeważającym na moja stronę jest fakt ze jak tylko o tym pomyślę to wzbiera we mnie złość...
tak to po krotce u mnie wyglada od kilku tygodni...

sobota, 27 listopada 2010

Holy - Shit - Shopping

Plan na dzisiaj:
a to wszystko w towarzystwie E., ciekawe co uda nam się zrealizować

piątek, 26 listopada 2010

niedziela, 21 listopada 2010

wieczor pedagogiczny

Cztery lata temu po raz pierwszy spotkałyśmy się po raz pierwszy po pracy by milo spędzić czas i rozszerzyć horyzonty pedagogiczne. Wtedy byłyśmy we trzy i tylko wtedy doszłyśmy do momentu pedagogicznego  spotkania. Następne były tylko/aż fajnymi spotkaniami po pracy. Wczoraj zorganizowałam spotkanie u mnie w domu (grono rozszerzyło się do 8 osób), nie miałam złudzeń, że będzie pedagogicznie ale formula (nazwa) została. Tematem było: Gotuj z Geraldem-Huether. W kuchni zawisł jego portret, z głośników sączył się jego wykład i mimo ciasnoty (mam tylko 6 krzeseł i mały w sumie stół) było bardzo, bardzo fajnie.



 Widziałam: -----------

 Słuchałam: James Blunt   

 Czytałam: "Nachtzug nach Lissabon"  ale tyko kilka stron bo mecze te książkę już chyba z rok

 Zrobiłam: kilka rządków kołnierza w moim nowym swetrze
 
 Zjadłam: kanapki różniste ale niezbyt wyszukane własnej roboty

 Wypiłam: polskie piwo tyskie zakupione w tutejszym kauflandzie


 Ucieszyłam się: ze mały A. już jest na świecie i ze wszystko poszło szybko i sprawnie

 Zdenerwowałam się: chyba znowu udało się bez większych nerwów, chociaz nie przypomnialo mi się: zdenerwowalam się, że nie udalo mi sie dostac na koncert Agnus i Juli Stone

 Uśmiałam się: w pracy, w trakcie spotkania pedagogicznego już dawno nie bolał mnie brzuch ze śmiechu

 Myślałam: i ciągle myślę jak tu się uwolnić od czegoś co bez mojej woli stało się oczywistością

 Zapanowałam: rzucenie palenie (już nie pale od prawie 2 dni)
 
 Klikałam: po rozmaitych blogach drutowych 

niedziela, 14 listopada 2010

podsumowanie 45/2010

Widziałam: -----------

 Słuchałam: James Blunt   

 Czytałam: ------------ ( i tu się wstydzę)

 Zrobiłam: umyłam podłogi w domu

 Zjadłam: pierwsze własnoręcznie w moim życiu ugotowane małże (swoja niezłym wyzwaniem było wrzucić te żyjące jeszcze stworzenia do garnka z wrzątkiem)

 Wypiłam: hektolitry herbaty i jakiegoś tajemniczego słodkiego Rieslinga

 Ucieszyłam się: I. zdała egzamin na prawo jazdy

 Zdenerwowałam się: w ogóle się nie denerwowałam (cóż za dobry tydzień;))

 Uśmiałam się: w pracy (dzieci)

 Myślałam: o Barcelonie w styczniu

 Zapanowałam: ----------

 Klikałam: frontlineshop

Kupiłam: płaszcz w ww sklepie

sobota, 13 listopada 2010

w tym tygodniu byłam w moim ulubionym sklepie z butami i dzielnie wyszłam bez butów ale moja dzielność tez ma granice zaraz wyskakuje z piżamy i lecę po juzprawiemoje czarne skórzane, cienkie, wcale nie zimowe (w odróżnieniu od moich grubych, ciepłych i tez skórzanych fioletowych) chuksy....niestraszna mi wichura i ulewa....

....kilka godzin później.... (wiem nic nadzwyczajnego, ale wypatrzyłam tez conversy cale w błyszczących cekinach które będą moje w grudniu jeśli nikt się na nie nie połasi wcześniej bo mój ulubiony sklep z butami to outlet i maja tylko pojedyncze pary ale za to w śmiesznych cenach)




sobota, 6 listopada 2010

Przeglad tygodnia

za zgoda  fräulein julia (czyli tej która przegląd tygodnia wymyśliła) będzie pojawiać się i u mnie - oczywiście by nie zapomnieć:)

Zatem do dzieła:

 Widziałam: -----------

 Słuchałam: Agnus &; Julia Stone

 Czytałam: artykuły pracowe z

 Zrobiłam: brukselkę al`a Vespertine

 Zjadłam: rzeczona brukselkę z własnoręcznie zrobionym purre

 Wypiłam: hektolitry herbaty

 Ucieszyłam się: -----------

 Zdenerwowałam się: w pracy (koleżanki)

 Uśmiałam się: w pracy (dzieci)

 Myślałam: o podroży dookoła świata

 Zapanowałam: ----------

 Klikałam: youtube

 i jeszcze kategoria ode mnie
 Kupiłam: pierwsze w tym roku mandarynki

piątek, 5 listopada 2010

agnus & julia stone



muzyka jaka przyniósł wczoraj do przedszkola 3 letni chłopiec.... bardzo mi się podoba
no i znowu wiem jak wklejać filmy z youtuba

wtorek, 2 listopada 2010

właśnie wróciłam od fryzjera....wyglądam jak chłopiec.....ciekawe czy się przyzwyczaję.....kiedy się przyzwyczaję?