czwartek, 30 grudnia 2010

wczoraj wieczorem przerzuciłam jeden rękaw na drut pomocniczy i przymierzyłam biedaka i okazało się ze nie jest tak źle, znaczy wcale nie jest źle, czyli wie widać ze całkiem spory kawałek jest/przerabiałam więcej oczek, tego nieszczęsnego odjęcia tez nie widać (to znaczy postronni nie widza) ergo dam nieszczęśnikowi ostatnia szanse jeśli znowu coś się sknoci to wędruje spowrotem na kilka lat do kosza z włoczka.Amen.


Coś mi się z głową porobiło. Wyszło piękne słońce i ciągnie mnie żeby umyć okna- autentycznie muszę z ta pokusa walczyć.

wtorek, 28 grudnia 2010

Przedwczoraj wieczorem wpadłam na genialny pomysł by policzyć oczka moich rękawów (szkoda ze tak późno) i okazało się ze synchroniczne drutowanie nie koniecznie musi zakończyć się dwoma jednakowymi -  różnica wynosiła 4 oczka co przy tej grubości włoczki daje 1,5 do 2 cm.... zapadłam w letarg na godzinę po czym stwierdziłam ze spróbuje  te 4 oczka zgubić w następnych rzędach.Pojęcia nie mam dlaczego nie zrobiłam tego najprościej na świecie przerabiając 2 oczka razem tylko zdjęłam oczko przerobiłam oczko, przeciągnęłam zdjęte oczko przez oczko przerobione.... wygląda fatalnie  (choć pod pacha wiec pewnie i tak nie będzie widać ale wystarczy ze ja wiem ) ergo będę pruć, chociaż może spróbuje przerzucić oczka jednego rękawa na dodatkowy drut i przymierze i dopiero potem zadecyduje, a może rzucę gadem w kat i zapomnę o nim do następnej zimy a tymczasem zabiorę się za sowi sweter? Kurcze tyle czasu straciłam bo postanowiłam ze dopóki nie skończę nie zaczynam niczego nowego wyjątkiem są drobiazgi typu czapka czy coś innego małego ale w końcu postanowienia nigdy nie były moja mocna strona..... Tymczasem mój NIEskończony NIEdoskonały  NIEzczęśnik

niedziela, 26 grudnia 2010

gwoli odnotowania

W moim życiu było już kilka nietypowych, wyjątkowych świat, tegoroczne tez takie były/są bo.... dzięki śniegowi, ślizgawicy na drogach wypadły ze schematu (jupi!) i mam nadzieje ze będą początkiem naszej nowej tradycji. Jak już kiedyś napomknęłam wywodzę się z  ruchowo leniwej rodziny i święta odkąd pamiętam spędzało się we wnętrzu niezależnie od warunków panujących "na zewnętrzu", wszelkie próby mobilizacji spełzały na niczym - niestety. W tym roku jednak było inaczej, nudna nasiadówka u jednej bądź innej cioci odpadła  i spędziliśmy święta tak jak nam się podoba. Zatem wigilia na luzie bez stresu, mega przygotowań za to z fajnymi prezentami. Wczoraj poszliśmy na bardzo długi spacer zakończony piknikiem w śniegu, po powrocie do domu wspólne gotowanie, kolacja, rozmowy a potem... każdy już robił co chciał. Bylo tak normalnie, tak fajnie....

Na zdjęciach mój prezent czyli koc z rękawami nieoceniony w trakcie drutowania, internnetowania i... palenia przy oknie balkonowym (balkonu brak, niestety) plus kilka zdjęć spacerowo piknikowych nieostrych bo było tak zimno ze nie mogłam się zmusić do zdejmowania rękawiczek

piątek, 24 grudnia 2010

bozenarodzenie po wodzie....

zasypało, zaśnieżyło wbrew powiedzeniu ludowemu...bywają wyjątki od reguły, wszystkim którzy zabłądzą w te strony życzę dobrych, spokojnych świat, niech będą świąteczne cokolwiek to dla każdego z was oznacza

niedziela, 19 grudnia 2010

* * *

mam znowu wstręt do pisania, zatem pokrotce odnotuje co nastepuje:
  • znowu pale papierosy
  • opijam się zielona herbata z opuncja figowa i za każdym razem gdy ja pije wspominam Nawojkę i stare dzieje
  • czym bliżej świat tym bardziej mi się nie che  
  • mam już wszystkie prezenty 
  • mój sweter rośnie powoli acz konsekwentnie, robię oba rękawy na raz metoda magic loop o której teraz głośno na prawie wszystkich blogach drutowych; mnie udało się przypadkiem zastosować te metodę i muszę przyznać ze wygodne to, bo robię oba na raz wiec będą takie same i nie trzeba będzie ich przyszywać do swetra,
  • wczoraj przyniosłam z piwnicy choinkę, powiesiłam na niej grzyby i... to tyle w temacie świątecznych dekoracji u mnie
  • napadało ostatnio tyle śniegu ze musiałam "przeprowadzić" się z chucksow na buty wędrowniczki,
  • powoli przyzwyczajam się do zimna, zadziwiające to dla mnie zjawisko ale tak jest
  • zamarza mi szyba od wewnątrz w moim blaszaku co mnie straszliwie ale tak naprawdę straszliwie doprowadza do szalu ( przy okazji przeglądu /inspekcji panowie fachowcy robili wielkie oczy ze niby jeszcze nigdy w życiu o czymś takim nie słyszeli )
  • w ramach przygotowań do postanowienia noworocznego  kupiłam sobie książkę o przyjemności podróżowania z samym sobą...czytam i nabieram coraz większej ochoty ruszyć się z miejsca 
  • to tyle jak jeszcze coś mi się przypomni dopisze
  • całkiem sporo napisałam jak na kogos kogo trapi wstręt do pisania
  • no i wlasnie mi sie jeszcze cos przypomnialo o czym byłabym zapomniała a czego nie robiłam od jakichś 15 lat, mianowicie zjeżdżałam z "górki na pazurki" na sankach  i było jak kiedyś dawno temu

piątek, 3 grudnia 2010

4 z 15

tyle dzieci przyszło dzisiaj do przedszkola w związku z tym wzięłam 2 z moich cennych nadgodzin i już mam weekend...  za chwile skocze do fryzjera i chyba jednak obetnę włosy jeszcze krócej najwyżej będę znowu zapuszczać (jak zresztą przez 7/8 mojego życia). Wczoraj chyba złapałam o co chodzi w magic loopie i już się robi czapka, poza tym kupiłam dzisiaj włóczkę na misia dla małego A.. Poza tym chyba czas już rozglądnąć się za prezentami dla innych (dla siebie już mam), coś poczytać, coś dobrego ugotować, ogarnąć mój chlewik domowy, skoczyć do kina... kurcze oby starczyło mi na to wszystko czasu...  uwielbiam piątki