niedziela, 30 stycznia 2011

IV dwatysiącejedenaście

Widziałam: pierwsze w tym roku zaczątki/ namiastki listków, wystawę o Tutanchamonie
Słuchałam: radia
Czytałam: jak o tym jak zrobić stop motion
Zjadłam: turecką pizze, frytki i całą masę nudnych kanapek
Wypiłam: espresso i zielonkę
Ucieszyłam się: z mojej nowej torby

Myślałam: o tym jak zrobić stop motion
Zaplanowałam: wernisaż w przedszkolu
(Z)Denerwowałam się: raczej niewiele się denerwowałam
Kupiłam: nic
Klikałam:tu


Moja nowa torba jest po prostu boska, wygodna w użyciu i do noszenia, piękna... bardzo udany zakup choć pod wpływem impulsu.

czwartek, 27 stycznia 2011

kto by pomyślał...

...a  jednak padłam z wrażenia i moja nowa torba jest już moja najulubieńszą. Obawiałam się tego kwiatka bo to jakby nie moje klimaty ale  jak się okazało na żywo nie jest taki zły, tzn pasuje jak ulał;  poza tym zaskoczyło mnie że ta torba jest tak samo gruba (na dotyk) jak torba lowepro. Fajne są te przegródki do dowolnego "przy_rzepiania" no i jest jak przystało na torebkę kobieca duża, pojemna i w pięknym kolorze a że ja chwilowo mam mocna fazę na kolory wiec rozumie się samo przez się że jednak padłam. Och, rozpływam się :)

środa, 26 stycznia 2011

o sancta simplitas i inne strasznosci dnia dzisiejszego

moja długo oczekiwana torba już była pod moimi drzwiami ale mnie nie było wiec wielkie spotkanie nastąpi jutro i mam nadzieje że co najmniej padnę z wrażenia na jej widok bo...(i tu właśnie o sancta simplicitas) nie przewidziałam, nie pomyślałam ze do zawrotnej ceny torebki samej w sobie dojdzie jeszcze oplata celna.... szkoda ze o tym nie wiedziałam nie pomyślałam. Najdroższa z moich torebek staje się jeszcze bardzodrogątorebką. Zatem nam nadzieje, że mnie nie zawiedzie pod żadnym względem.

A z innych straszności dnia dzisiejszego: rozmowa z Frau K. bo dziecko T. podrapało "święte" dziecko Frau K. Rozmowa z gatunku szukamy problemu bo dzieci zamieszane w sprawę to 2 dwulatki i takie zachowania są rozwojowo normalne. Frau K. uważa jednak ze to rodzice są winni/odpowiedzialni za zachowania T. bo przecież jej J. nigdy takich zachowań nie przejawiała... 2 godziny kręcenia się w kolko. Jakby to powiedziała moja babcia "my o kozie " Frau K. "o wozie". Rozmowa z tą kobieta sama w sobie była strasznością dnia dzisiejszego ale... to niestety nie najgorsza straszność bowiem.... w drodze do domu mimowolnie włączył się w mojej głowie film z tego spotkania i....teraz najgorsze... pojęłam, że w gruncie rzeczy jestem mentalnie bardzo do Frau K podobna. Już wiem dlaczego ta kobieta mnie lubi... Samoświadomość jest taka bolesna i trudna do zaakceptowania.

Z fajnych rzeczy: skończyliśmy tzn moje przedszkolne dzieci skończyły malować sale. Każde z nich wybierało sobie kawałek ściany i kolor farby (z dwóch możliwych, wcześniej wspólnie wybranych), pędzel i do dzieła. W tle Pink Floyd bądź Coldpley i dzieci odpływały. Niesamowite jak takie małe dzieci poważnie i w skupieniu podeszły do sprawy, niektóre były rozmowne i komentowały każde kolejne machniecie pędzla inne w milczeniu z językiem na wierzchu malowały to co im wyobraźnia podpowiadała. Napstrykałam masę zdjęć, każdy akt twórczy utrwaliłam w formie  kilkuminutowego filmu i jak już wszystko będzie gotowe nastąpi uroczyste, oficjalne otwarcie sali połączone z wernisażem. Plan mam taki żeby każdy obraz  "zaramkowac" na czas wernisażu, ze zdjęć stworzyć film stop motion (pojęcia nie mam jak to się robi, jeszcze, ale mam zamiar się dowiedzieć), pojedyncze zdjęcia wydrukować i w formie dokumentacji czyli z komentarzami twórców  przymocować do ściany jak bordiurę. No i oczywiście kanapeczki, szampanowy erzac i te sprawy, jak na prawdziwym wernisażu (nigdy nie byłam wiedzę na ten temat czerpie z amerykańskich filmów). To tyle co mam do powiedzenia dzisiaj. Relacja z otwarcia sali pewnie nastąpi.

W poniedziałek kupiłam sobie kalendarz - straszne że kalendarz kosztuje tyle co dobrze wydana książka

niedziela, 23 stycznia 2011

III dwatysiacejedenascie

Słuchałam: Eckart von Hirschhausen "Liebesbeweise", The Cure
Widziałam: Somewhwere i...wariatów w krótkich rękawkach w styczniu
Czytałam: mój podręcznik o fotografii, i zaczęłam jeszcze jedna książkę
Zjadłam: jajko (pewnie zatrute dioksynami, pierwsze od wybuchu afery dioksynowej), ciastka, czekoladki, i po raz pierwszy od nie pamiętnych czasów (być może nawet od zawsze ) kupiłam coś do jedzenia w kinie i z radością to coś zjadłam
Wypiłam: nudno -  w dalszym ciągu zielonka na topie
Zrobiłam: pomalowałam kawałek ściany, napisałam maila do M. i umówiłam się na skypowe spotkanie, kupiłam wczoraj niszczarkę dokumentów i od wczoraj niszczę co mi się pod ręce nawinie, poluje właśnie na ebay`u na fotel....emocje jak na rybach ;), dużo, bardzo dużo spalam, wyciągnęłam maszynę do szycia i zabrałam się za szycie eksperymentalne
Pomyślałam: ze już 3 tydzień nowego roku a ja ciągle nie mam kalendarza a poza tym olśniło mnie nagle i uświadomiłam sobie że kiedyś tam, dawno temu mogłam coś zrobić, coś powiedzieć...
Ucieszyłam się: że nie żałuje, że wtedy, kiedyś tam nie zareagowałam; że mimo braku nawigacji i minimalnej (wielokrotnie niższej od przeciętnej) orientacji przestrzennej i w ciemnościach i deszczu na dokładkę dotarłam tam gdzie powinnam a nawet spowrotem ;)
(Z)Denerwowałam się: jak zupełnie niespodziewanie i bez ostrzeżenia dostałam list z miasta a w nim mandat za złe parkowanie (mój 2 mandat w życiu); poza tym denerwuje mnie ze nie mogę zmienić szablonu, znaczy się zmieniłam ale na taki zupełnie stary, że wyrzuciłam zimowe zdjęcie z nagłówka i już nie mogę wstawić nowego bo ładują się tylko takie trochę większe od znaczka pocztowego (niezależnie od procedury)

środa, 19 stycznia 2011

dlaczego

wszyscy (no wiem, ze nie wszyscy ale taka moja percepcja w tym momencie)w około mogą zmieniać wygląd bloga a ja nie? No przecież nic nie zmieniałam w ustawieniach zatem dlaczego nagle się nie da? Ktoś ma jakieś pomysły?

niedziela, 16 stycznia 2011

II dwatysiacejedenascie

Widziałam: Love and Others Drugs, Drei, Eat pray love

Słuchałam: kosa który świergotał jak na wiosnę David Bowie, Heinz Strunk

Czytałam: kilka książek na raz

Jadłam: zupę selerowa, pizze, dużo pizzy i dużo czekolady, pancakes

Piłam: herbatę zielona z opuncja figowa (w tym momencie moja ulubiona)

(Z)robiłam: poszłam znowu do przedszkola po 2 tygodniowej przerwie:), spacerowałam, pstrykałam zdjęcia

(Po)myślałam: znowu o S.i wcale mnie to nie cieszy

Ucieszyłam się: po tym jak udało mi się pokonać lenia, ze tyle fajnych filmów w kinie, ze aparat działa i nie ma nawet rysy

Zdenerwowałam się: o i to jak jak w poniedziałek o 7 rano usłyszałam jak mój aparat upada na chodnilk

Zaplanowałam: kolejne wieczory w kinie (jutro Somewhere, w piątek jeśli się uda  Brothers i po drodze może coś jeszcze)

Kupiłam: pod wpływem impulsu te torbe a teraz siedzę jak na szpilkach i czekam bo to będzie moja najdroższa torebka i mam nadzieje ze zdjęcie odpowiada rzeczywistości i ze w ogóle do mnie dotrze i... sinokoperkowa jestem z przejęcia czy wszystko będzie dobrze

Klikałam: blogi blogi blogi






piątek, 14 stycznia 2011

11 lat


14 stycznia 11 lat temu spełniły się 2 marzenia, mojej babci i moje. Babcia odkąd pamiętam chciała umrzeć a ja cale 4 długie lata chciałam "zaznajomić się" z S. i o ironio losu stalo się... niemalże równolegle. Karen Blixten powiedziała że jeśli Bóg chce  kogoś ukarać to spełnia jego marzenia...  Moje marzenie bylo z gatunku tych "karnych" a mojej babci....chcialabym żeby przyniosło jej uwolnienie.

niedziela, 9 stycznia 2011

I dwatysiącejedenaście

Bardzo, bardzo chciałam kupić sobie tulipany do wazonu bądź w doniczce ale tulipany są nie do zdobycia w mojej części miasta no to kupiłam sobie hiacynty na które muszę poczekać, pewnie z tydzień im zajmie wychodzenia z cebulek ale poczekam nie mam innego wyjścia. Dzień przed sylwestrem przegrałam z moja "wewnętrzną sprzątaczką" i zrobiłam wiosenne porządki, od wczoraj mam hiacynty zatem u mnie już prawie wiosna. Zresztą jak wczoraj wyszłam z domu to nawet pachniało wiosna ale przy 15 stopniach samooszukiwanie się w tym temacie jest łatwiejsze. Na dodatek w czasie spaceru wypatrzyłam coś takiego -  jak na moje laickie oko to paczki jak nic, pytanie tylko jak one się w tym zimnie rozwinęły, przecież jeszcze przed kilkoma dniami świat był przykryty śniegiem bądź lodem



Widziałam: Oczy szeroko zamknięte(po raz 2, po prawie 10 latach)
Słuchałam:  Ich bin dann mal weg (tez po dlugiej przerwie)
Czytałam: O przyjemności podróżowania z samym sobą
Zrobiłam: Udzióbałam całkiem sporo (ale jednak nie wystarczająco) rękawów (już jestem poniżej łokci), poza tym wymyśliłam sobie ze spróbuję zmierzyć się z samą sobą i bede robic codziennie zdjecia a jedno z nich zamieszcze tu, po pierwsze dlatego żeby się nie krygować i nabrać odwagi w wyciąganiu aparatu z torby, żeby robić zdjęcia i może wyrobić sobie oko i styl, no i jeśli uda mi się wytrwać to mam nadzieje ze czegoś się w miedzy czasie nauczę i kiedyś zobaczę różnice między zdjęciami styczniowymi a grudniem taka mam nadzieję i taki mam plan :)
Zjadłam: Nic specjalnego godnego odnotowania
Wypiłam: Jakieś dziwne piwo
Ucieszyłam się: Gdy w całości dotarłam do domu po horrorystycznych 248 km (ale za to jak moje ego urosło :) )
Myślałam: O S., o mojej przyszłej, potencjalnej wyprawie wakacyjnej i o moich przedszkolnych dzieciach
Klikałam: dużo, bardzo dużo i przypadkiem dzieki Jaszmurce znalazłam te strone
Kupiłam: książkę o fotografii,