środa, 23 maja 2012

"mój ogród" cześć 2 i pewnie nie ostatnia

ten pas pomiędzy dwoma żółtymi tabliczkami to "moja" grządka



a tu tabliczki na których jest napisane co w którym rzędzie, rośnie w sumie 44 rzędy w tym 3 do własnej dyspozycji co chwilowo przerasta moje możliwości decyzyjne. 





niedziela, 20 maja 2012

mój ogród szczęścia

Od tygodnia już posiadam "ogród". Ogród to oczywiście to za duże słowo, bo w rzeczywistości to kawałek obsianej i obsadzonej ziemi z której mogę zbierać plony i nawet jest kawałek (3 rzędy) na którym mogę zasiać/zasadzić co tylko zechce jedyny warunek nasiona bądź sadzonki muszą być z "certyfikatem bio". Ponoć* idea tego typu "ogrodów" zrodziła się  gdzieś w Austrii po wybuchu atomowym w Czarnobylu kiedy to "studenci" Uniwersytetu Ludowego zastanawiali się jak zorganizować sobie dostęp do zdrowych, "na pewno" organicznych warzyw mieszkając w mieście i nie mając działki. No i wymyślili że wystarczy wynająć pole po czym obsiac i obsadzić je na długość a potem podzielić na szerokość na "działeczki" i udostępnić chetnym. Dosyć szybko pomysł ten rozprzestrzenił się nie tylko w Austrii ale w okolicznych krajach.
Ja z idea tego typu ogrodów zetknęłam sie dopiero w ubiegłym roku kiedy to nagle na mojej trasie biegowej odkryłam nietypowe pole ogrodzone słonecznikami, na którym "pracowało" bardzo dużo ludzi. Troche pogrzebałam w internecie i doszłam do źródła czyli ludzi którzy to w moim mieście organizują i wtedy stało się dla mnie pewne że też tak chce. Niesamowite dla mnie jest że wszystko jest tak dobrze przemyślane (ale nie ma co się dziwić skoro oni czyli organizatorzy maja już 6 lat doświadczenia w tym temacie plus studia z rolnictwa organicznego), że warzywa rosną biodynamicznie; że te ogradzające słoneczniki to nie tylko ozdoba ale też miejsce życia owadow które maja zwalczać szkodniki ale też zapylać kwiaty pomidorów, ogórków, cukinii i czego tam jeszcze; że organizatorzy nawiązali współpracę z pomocą spoleczna i nadmiar będzie można im oddać a oni oddadzą go potrzebującym.


Te majaczące w tle zielone punkty to sadzonki kalarepy, salaty, brokułów. Zdjęcia zrobiłam jeszcze przed wydeptaniem z sąsiadami  "granicy"

*)Ponoć bo to informacje jakie przekazali nam organizatorzy, w sieci nie znalazłam nic o powstaniu za to cala masę już na tej zasadzie funkcjonujących ogrodów ale nie wykluczone że źle szukałam

niedziela, 6 maja 2012

prezent

Na moja 18 dostałam od rodziców złoty łańcuszek na tak zwana pamiątkę - od 17 lat leży w pudelku...

W lutym mój chrześniak (i jego brat bliźniak którego istnienie nie jest bez znaczenia) skończył 18 lat i z tej okazji przypomniał mi się ten nieszczęsny złoty łańcuszek i jego pamiątkowość. Długo zastanawiałam się nad tym co sprezentować mało mi znanym 18-stolatkom? Wymyśliłam sobie prezent z potencjałem a potencjał miał się zawierać w możliwości bliższego, głębszego poznania się, czyli wspólny wyjazd. Plan był by skorzystać z bookowania w ciemno które oferuje jedna z tutejszych linii lotniczych.  Z wielu wspaniałych możliwości jakie oferowała kategoria "Metropolie Europy Zachodniej" maszyna wylosowała dla nas... Zurych.  Rozczarowanie było spore i nie do ukrycia tym bardziej że każde z nas miało swojego faworyta (Londyn, Lizbona, Barcelona).  Naiwnie wzięliśmy jeszcze 3 dni żeby mieć czas by wszystko zobaczyć...  A Zurych nie dość że ponoć plasuje się zaraz za Tokio jeśli chodzi o kosztowność życia to jeszcze w tutejszych księgarniach pełnych przewodników po całym świecie są zazwyczaj 3 - 4 dotyczące Szwajcarii i jeden o Zurychu. Internet też niewiele pomaga bo co rusz natykam się na informacje o małości tego miast i o tym jak tam jest czysto - a to mnie niekoniecznie interesuje. Kurcze normalnie wyznaje zasadę że jak przyjdzie czas to będę miała dość czasu żeby się pomartwić ale tym razem naprawdę mam stres co ja tam będę robić przez 3 dni z dwoma osiemnastolatkami?