niedziela, 21 października 2012


Przedstawiam z dumą moją pierwszą w tym sezonie własnoręcznie udrutowaną czapkę

w dotyku i z wyglądu bardzo, bardzo mi się podoba ale niestety franca gryzie straszliwie. Cos będę  musiała zaradzić. Dziś na dworze słonce i zdaje się ze temperatura ma dobić do szaleńczych 20 stopni ale w ubiegłym tygodniu było dostatecznie zimno i czapka krotko po zeskoczeniu z drutów miała swoja premierę nota bene na tutejszym maratonie. I tak to gładko z drutów przeszłam do biegania bo znowu biegam, niewiele i niezbyt szybko wprawdzie ale regularnie. Chciałabym kiedyś moc powiedzieć ze nie umiem żyć bez biegania, póki co łatwiej jest mi nie biegać niż biegać ale nie poddaje się i powoli, wolniej niż ja biegam, wkradają się wyrzuty sumienia jeśli z jakichś błahych powodów opuszczam trening. Bieganie uwalnia i uzależnia (właśnie tak! choć mogłoby sie wydawać ze to dwie sprzeczności - to porostu trzeba poczuć, doświadczyć) i jest dobre na wszystko. Amen.