piątek, 25 lipca 2014

święty

I znowu sporo czasu mnie tu nie było... ciężko mi się zebrać i zacząć znowu częściej pisać. Często myślę sobie ze o tym czy o tamtym napisze ale mam trudności z przełożeniem tych myśli w czyny tudzież słowa. Poza tym oglądam/czytam/sledze takie ilości różnorodnych blogów i stron ze gdzieś w tym wszystkim zgubiłam siebie - wydaje mi się, ze już nie wiem jak pisać żeby było po mojemu a nie tak jak gdzieś tam w w sieci...

Ostatnio zrobiłam sobie podróż do przeszłości i na chybił trafił czytałam starocie jakie kiedyś tam, tu napisałam i to zmotywowało mnie do podjęcia kolejnej próby, bo jednak fajnie poczytać, przypomnieć sobie po latach co to człowieka kiedyś tam mocno poruszało a po latach zupełnie jednak zapomniał ze takie czy inne rzeczy miały miejsce. W moim wydaniu oznacza to tez opisywana rzeczywistosc  tak zawikłać i zamotać ze po jakimś czasie sama nie wiem co miałam na myśli... zatem by nie zapomnieć napisze sobie o pewnej czerwcowej niedzieli...


***

...kiedy to pojechaliśmy obejrzeć "Feld Kapelle". W mojej głowie natychmiast pojawiło się mnóstwo kaplic polnych jakie w życiu widziałam  i zupełnie nie spodziewałam się tego co już z daleka wypatrzyłam gdy tylko dotarliśmy na miejsce. Kaplica została zaprojektowana przez znanego (mi do wtenczas zupełnie nieznanego) szwajcarskiego architekta Peter_Zumthor (dziwnie mi to brzmi ale w polskiej koniugacji tez nie wygląda dobrze). 
Pewien rolnik postanowił w podzięce za udane życie postawić na swoim polu kaplice ku czci Mikołaja z Flüe ktory jest patronem ruchu katolickiej młodzieży wiejskiej*. 


Napisał wiec odręcznie list do architekta o którym przeczytał w gazecie (bo akurat budowało sie muzeum diecezjalne w Köln, które Zumthor zaprojektował), ze chciałby kaplice postawić i potrzebuje projektu.  Architekt, również odręcznie, odpisał ze owszem ale to nie ta liga, ze raczej nie mogą sobie na niego pozwolić i... sprawa ucichła, na chwile. Ale na  szczęście Mikołaj z Flüe był zacnym człowiekiem i ulubionym świętym matki Zumthor, wiec przy okazji kolejnej wizyty w Köln odezwał sie do rzeczonego rolnika. Pozwolił się zawiesc na miejsce, wypili razem kawę, zjedli ciasto, pochodzili po polach i dogadali się.


czerwcowe, zielone jeszcze, pola


Kaplica zbudowana jest niejako własnym sumptem, według  miejscowej tradycji, z miejscowych materiałów. Najpierw postawiono "szałas" ze 112 świerkowych pni wokół którego zbudowano ramę/rusztowanie które z kolei wypełniono betonem (cement połączony z czerwonym piaskiem i kamieniami nadrzecznymi, wszystko oczywiście regionalne) który okoliczni rolnicy pod okiem fachowców udeptywali (pojęcia nie mam o budownictwie ale z tego co zrozumiałam oni po prostu udeptywali ten specjalny beton). Warstwa po warstwie aż osiągnęli 12 metrów. W sumie 24 warstwy i 24 dni pracy od października 2005 do września 2006.





Gdy wszystko było gotowe podpalono pnie które tliły się 3 tygodnie.


Podłoga powstała z mieszanki cynku i ołowiu którą na miejscu "podgrzano" w tyglu by następnie przy pomocy chochli wylać ja w kaplicy.


W podłodze zrobione jest wgłębienie dokładnie w takim kształcie jak otwór w "suficie"


Wnętrze mnie zaskoczyło bo spodziewałam sie czegoś co korespondowałoby z zewnętrzem a tymczasem czułam sie jakbym wchodziła do jaskini - ciemno, wąsko i dopiero w samym środku zrobiło sie jaśniej dzięki światłu wpadającemu przez otwór w "suficie".
Na ścianie znajduje się symbol medytacyjny i popiersie Mikołaja z Flüe z brązu w które wtopiono jego  relikwie.


Świeczki wotywne dzięki którym pachnie woskiem pszczelim i prosta ławka dopełniają całość.


Te "dziury" to pozostałość po budowie - drewniana konstrukcja z pni połączona została z rama za pomocą rurek. Po wypaleniu pni włożono w te otwory od wewnątrz szklane kule (widać je na 6 i 7 zdjęciu)


Całkiem sporo zagranicznych turystów jak na szczere pole


a w około cisza, spokój i szczere pole


*) tak to się nazywa w moim tłumaczeniu jaki byłby polski odpowiednik nie mam pojęcia