środa, 25 lutego 2015

szalik

Szalik meski o ktorym myslalam, ze sie nigdy nie skonczy a mialam tylko 4 motki tweedu rowana (czyli nieduzo).


"Zamowienie" bylo na inny szal ale po kilku probach okazalo sie ze dalsze dzierganie z tej welny nie ma sensu bo zupelnie nie bylo zalozonego efektu. Dlatego wyszukalam na Ravelry szal z tej konkretnej wloczki i takie cos mi wyszlo. Wzor jest darmowy i bardzo prosty. Wyszlo mi 160 cm szala.


Teraz pracuje nad tym wlasciwym wzorem czyli tym i to jest dopiero wyzwanie. Welne "sprowadzilam" z Polski od Chmurki i wymyslilam sobie, ze chocby nie wiem co, to bedzie projekt idealny.


 Zaczynalam z siedem razy, przy szostym zarzekalam sie, ze wiecej nie bedzie i albo sie uda albo spale te walne (i wcale to nie welna byla winna). Do takiego stanu doprowadzilo mnie dzierganie o ktorym dotychczas myslalam, ze jest wyjatkowo odprezajace, prawie jak medytacja.


 Na szczesie kolejnego dnia troche mi przeszlo i po raz siodmy narzucilam 320 oczek by w pierwszym rzedzie zrobic z nich 640 i tym razem sie udalo. Mam juz tyle - czyli 1,5 powtorzen wzoru czyli 38 rzedow (wg opisu ma ich byc 144!). Jeden rzad prawy robie 30 minut lewy jeszcze dluzej bo ciagle musze sprawdzac czy na prawej stronie wszystko wyglada jak nalezy a i tak udalo mi sie dotychszas zrobic tylko jeden lewy rzad bez bledu. No ale jak ma byc idealnie to bedzie chocbym miala caly rok dziergac tylko ten szalik. Mam nadzieje, ze nie umre z nudow


wtorek, 24 lutego 2015

rower

Od poltorej roku, od czasu do czasu w podziemnym garazu mijalam (mocno zakurzony) rower i od razu o nim zapominalam, no bo w koncu mam rower, nie taki znowu piekny i idealny jak bym chciala ale jednak calkiem fajny. Pierwszego stycznia zatrzymalam sie by dokladniej mu sie przyjrzec i pod tona kurzu dostrzec jego prawdziwa urode. Piekna Gazela z drewnianymi gryfami/raczkami, hamulec jak w starych filmach, siodelko Brooksa, bagaznik na przednim i tylnym kole i... to wszystko pokryte centymetrowa warstwa kurzu. Zupelnie bez analizowania (czy potrzebny mi jeszcze jeden rower i gdzie ja go postawie) postanowilam napisac "liscik" do nieznajomego wlasciciela z zapytaniem czy nie zechcialby mi go sprzedac. Liscik zniknal chwile po tym jak go do roweru przyczepilam ale moj telefon milczal i przez chwile nawet myslalam, ze nic z tego nie bedzie ale jednak sie ludzilam,  by w piatej dobie nabrac przekonania ze jednak nic z tego nie bedzie i...wtedy zadzwonil moj telefon - ale mnie nie bylo w jego poblizu. W zasadzie nie oddzwaniam na nieodebrane, nieznajome nr telefonow. Nie wiem dlaczego tym razem odeszlam od zasady ale dobrze sie stalo bo dzieki temu mam nowy/stary rower. I choc to banalne to uswiadomilo mi ze czasami trzeba wyciagnac reke po cos co chce sie dostac. Dla mnie to trudne bo z mlekiem matki wyssalam ze "pokorne ciele dwie krowy ssie" ale  moze nie jest za pozno na nauke ze w prawdziwym zyciu jest inaczej...


Telefoniczne zdjecia piwniczne - "starodawny" hamulec i bagaznik na przednim kole,


"caloksztalt"

 
...i drewniany gryf.

Ta historia z rowerem to jak metafora. Od kilku juz lat marudze z powodu mojej pracy ale tylko marudze (w krytycznych momentach biegam jak szalona by zredukowac stres jaki powoduje) i nic nie robie bo... i tu lista jest dluga ale przede wszystkim nie mam konceptu na to co mogla i chcialabym robic. Postanowilam jednak napisac zyciorys i podanie o prace (takie zupelnie ogolne) by w razie jak okazja pojawi sie na horyzoncie moc je* niezwlocznie wyslac, ot tak jak wtedy gdy przyklejalam te kartke na rowerze. 


*oczywiscie po uprzedniem dopasowaniu do "okazji"